W sieci jest już dostępny kolejny zwiastun Nie otwieraj oczu, filmowej adaptacji bestsellerowej powieści Bird Box Josha Malermana, za którą stoi Netflix. Dreszczyk emocji plus elementy horroru wplecione w posapokaliptyczną wizję świata opanowanego przez zło. Motorem napędzającym fabułę Nie otwieraj oczu jest tajemnicza, śmiercionośna siła sprowadzająca na świat apokalipsę. Jednak nie taką zwykłą, to nie wojna, wybuchy, zombie czy inne monstra. To nieznana siła zmuszająca ludzi, którzy na nią spojrzą, do samobójstwa. Komentarze do: Nie otwieraj oczu - Bird Box (Thriller, Sci-Fi, 2018) napisy pl. Ściema z ptakami,raz reagują,a raz nie. W obliczu nieznanej, śmiercionośnej siły matka z małymi dziećmi desperacko walczy o przetrwanie. Fast Money. FilmBird Box20182 godz. 4 min. {"rate": {"id":"726369","linkUrl":"/film/Nie+otwieraj+oczu-2018-726369","alt":"Nie otwieraj oczu","imgUrl":" obliczu nieznanej, śmiercionośnej siły matka z małymi dziećmi desperacko walczy o przetrwanie. Więcej Mniej {"tv":"/film/Nie+otwieraj+oczu-2018-726369/tv","cinema":"/film/Nie+otwieraj+oczu-2018-726369/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Tajemnicza siła dziesiątkuje światową populację i pewna jest tylko jedna rzecz — gdy to zobaczysz, odbierzesz sobie życie. W tej sytuacji Malorie mierzy się z nieznanym, próbując przy tym ocalić w sobie miłość i nadzieję. Wkrótce musi uciekać z dwójką dzieci w dół zdradliwej rzeki do jedynego miejsca mogącego zapewnić im siła dziesiątkuje światową populację i pewna jest tylko jedna rzecz — gdy to zobaczysz, odbierzesz sobie życie. W tej sytuacji Malorie mierzy się z nieznanym, próbując przy tym ocalić w sobie miłość i nadzieję. Wkrótce musi uciekać z dwójką dzieci w dół zdradliwej rzeki do jedynego miejsca mogącego zapewnić im schronienie. Jednak aby mieć szansę na przeżycie, uciekinierzy muszą odbyć całą dwudniową podróż z zasłoniętymi oczami. W roli głównej występuje nagrodzona Oscarem Sandra Bullock. Towarzyszą jej inne gwiazdy, w tym Trevante Rhodes, Sarah Paulson i John Malkovich. Reżyserką trzymającego w napięciu thrillera "Nie otwieraj oczu" jest laureatka Oscara Susanne Bier. Zdjęcia do filmu kręcono w Claremont, Monrovii, Santa Clarita, La Puente i Los Angeles (Kalifornia, USA). Scenariusz pisany na kolanie, szczątkowy dramatyzm, ulotne napięcie to największe bolączki "Nie otwieraj oczu". Filmu nie jest w stanie uratować nawet gwiazdorska obsada. więcejzdaniem społeczności pomocna w: 38% Śmiać mi się chce z tak niskiej oceny ogólnej dla filmu. Gdybym miała kierować się jedynie oceną uczestników tego portalu, to nie obejrzałabym połowy filmów i seriali, które tutaj osiągnęły ocenę Do rzeczy! Film o dziwo dla mnie samej -spodobał mi się od początku. Na początku ... więcej Zdaję sobie sprawę, że cały film jest ich pełen w mniejszym lub większym stopniu, a ta na którą szczególnie zwróciłem uwagę na pewno nie jest największą z nich niemniej jednak ciekaw jestem Waszej opinii na ten temat. Podczas scen, gdzie ukazane jest ... więcej więc, "Zdarzenie" uważam na pewno miał lepszy klimat pewnego niepokoju, "Nie otwieraj oczu" bardziej kojarzy mi się z "Komórka" (Cell z 2016), zmieszany z kilkoma innymi standardowymi survivalami np. niedawny "Cargo" też z Netflixa. Oczywiście ... więcej Najmocniejszym punktem sci-fi było łudzące podobieństwo Sandry do Michaela Jackson'a, choć myślę, że to akurat nie było zamierzone i wpisane w budżet efektów specjalnych. Co kto lubi, ale mnie ten film kompletnie nie przekonał, wręcz wymęczył i zirytował. A dziewczynka była przecudowna. Już w 1968 roku John Romero pokazał, że można opowiedzieć wciągającą i przerażającą historię za pomocą tak prostych środków jak kilku bohaterów zamkniętych na stosunkowo niewielkiej powierzchni. Zagłada w obliczu której ludzkość ujawnia swoje najgorsze i najlepsze cechy stała się osią niezliczonej rzeszy filmów, wśród których można wymienić takie tytuły, jak „Zdarzenie”, „Komórka”, „Mgła”, „Ciche Miejsce”, czy „Pontypool” (nie wspominając o franczyzie zbudowanej wokół „The Walking Dead”). Czy w tak eksploatowanym gatunku można wymyślić coś nowego? „Nie otwieraj oczu” w reżyserii Susanne Bier nie stara się tego zrobić, serwując dość standardową historię, w której rozwiązania z czapy przeplatają się z bardzo dobrą grą aktorską oraz kilkoma solidnymi scenami. Już pierwsze minuty filmu rzucają widza na głęboką wodę. To właśnie wtedy poznajemy graną przez Sandrę Bullock Malorie, która w krótkich, żołnierskich słowach przygotowuje dwójkę pięciolatków na długą i potencjalnie śmiertelnie niebezpieczną podróż, przy okazji wprowadzając widza do rzeczywistości w której ludzkość stanęła na krawędzi zagłady. Wyszczekując rozkazy do Dziewczynki i Chłopca (tak, to ich imiona) przekazuje podstawowe zasady rządzące światem. Nigdy, pod żadnym pozorem nie zdejmować opasek i siedzieć cicho. Jeśli coś jej się stanie, mają ją zostawić i ratować siebie. Chwilę później akcja przeskakuje o pięć lat w przeszłość, do pierwszego dnia armagedonu. Będąca jeszcze w ciąży Malorie staje się świadkiem dziwacznych wypadków powodowanych przez ludzi, którzy z niewiadomych przyczyn postanowili się rozstać z życiem. Chaos stopniowo ogarnia ulice, racząc widza mniej lub bardziej krwawymi scenami śmierci, gdy bohaterka znajduje schronienie w nadzwyczaj ufortyfikowanym domu, w którym już wcześniej schroniła się grupka bohaterów rodem z horrorowych klisz. Jeśli obejrzeliście kiedyś choć jeden horror/film katastroficzny, albo zagraliście w „Martwą Zimę” z marszu rozpoznacie te postaci. W domu natrafimy więc między innymi na buraka-alkoholika ze strzelbą (John Malkovich jako Douglas), skłonnego do ataków paniki, nieco okrągłego zwolennika teorii spiskowych/pracownika spożywczaka (Lil Rel Howery jako Charlie), byłego żołnierza z kręgosłupem moralnym oraz doświadczeniem w budowlance (Trevante Rhodes jako Tom) oraz cichą starszą panią (Jacki Weaver jako Cheryl), która jako jedyna nie traci głowy przy rozpoczętej akcji porodowej . Widząc tak wybuchową mieszankę zebraną pod jednym dachem można przewidzieć jak potoczą się losy ocalonych. Tarcia pojawiają się jedno za drugim, a gdy do ich drzwi zaczynają pukać obcy ludzie – sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Prowadzona dwutorowo akcja przeskakuje między domem a walczącą o przetrwanie własne oraz dzieci Malorie, krok za krokiem odsłaniając rozmiar tragedii jaka spotkała bohaterów. Sceny te, szczególnie w pierwszej połowie „Nie otwieraj oczu” trzymają wysoki poziom, a sprawnie prowadzona akcja do spółki bardzo dobrą pracą kamery oraz montażem sprawiają, że widz daje się porwać prezentowanym na ekranie wydarzeniom. Przynajmniej do momentu, gdy scenariusz staje w jawnej sprzeczności z logiką. Niestety, rozwiązania deus ex machina są obecne w filmie Susanne Bier i działają na jego szkodę. Gdy bohaterowie wybierają się na wycieczkę do oddalonego o kilkaset metrów spożywczaka w aucie o zamalowanych szybach, musiałem powstrzymywać złośliwe komentarze. Kierowanie się wskazaniami GPSa oraz czujnikami zbliżeniowymi podczas jazdy jest tak abstrakcyjne, że wymyka się zwykłemu zawieszeniu niewiary. Podobnie wygląda to przy niemal natychmiastowym rozszyfrowaniu charakteru tajemniczej siły, bieganiu na ślepo przez las, czy stawianiu oporu samobójczym ciągotom (dotychczas zmuszających wszystkich do odebrania sobie życia w ciągu sekund) na tyle długo, bo dokonać heroicznego czynu. Dochodzi do tego świadomość, że mało kto z ocalałych przetrwał te pięć lat dzielące przestąpienie progu domu przez Malorie do rozpoczęcia poszukiwań rzekomego sanktuarium, a co za tym idzie – ciężko przywiązywać się do przewijających się na ekranie postaci, które prędzej czy później spotka tragiczny koniec. Z drugiej strony, ciężko przywiązać się do kogoś, kogo charakter opisać można jedynie jednym słowem – burak, opiekun, księżniczka, policjantka, łobuz. Choć dom zamieszkuje około jedenastu osób (nie licząc dwójki dzieci), tak poza wymienionymi w trzecim akapicie, nikt nie zapadł w pamięć. Mimo to, oglądając „Nie otwieraj oczu” bawiłem się całkiem nieźle. Adaptacja powieści pióra Josha Malermana (pod tym samym tytułem) w której niewidzialne istoty wywołują w ludziach skłonności samobójcze zachęca do uważnego śledzenia wydarzeń w poszukiwaniu wskazówek co do ich natury, a świetna praca kamery do spółki z muzyką skomponowaną przez Trenta Reznora i Atticusa Rossa nie pozwalały na długo oderwać spojrzenia od ekranu. Nie można przy tym pominąć pokazu umiejętności aktorskich Sandry Bullock i Johna Malkovicha, których postaci otrzymały najwięcej pola do popisu. Pozostaje jedynie żałować, że reszta została potraktowana po macoszemu. Nieco do życzenia pozostawia jeszcze ostatnie pół godziny filmu, na które albo twórcom zabrakło pomysłu, albo byli zmuszeni szybko dopinać wątki, polegając na szczęśliwych zbiegach okoliczności. Jeśli jesteście fanami gatunku, produkcja Netflixa jest dla was. To dwie godziny niezobowiązującej rozrywki, która pełnymi garściami czerpie z klasyki, dokładając co nieco od siebie, ale tylko jeśli jesteście w stanie zaakceptować fakt, że w scenariuszu logika musiała ustąpić efektownie wyglądającym rozwiązaniom. Z drugiej strony, jeśli można zaakceptować zabójcze wiatry ze „Zdarzenia”, albo przesyłany przez telefony sygnał zmieniający ludzi w krwiożercze bestie z „Komórki”, można zrobić to też z niewidzialnymi, seryjnymi wywoływaczami samobójstw z „Nie otwieraj oczu”. Netflix co jakiś czas próbuje zaskoczyć nas jakąś ciekawą produkcją. W 2018 roku ukazało się kilka intrygujących ofert horrorowych, które są idealną propozycją na wolny wieczór. Do tego typu filmów można zaliczyć najnowszy, postapokaliptyczny obraz Susanne Bier Nie otwieraj oczu. Po tegorocznym sukcesie fenomenalnego Cichego Miejsca Johna Krasinskiego można zaobserwować ponowne zainteresowanie kategorią postapo przez innych twórców, które ogółem w historii kinematografii rzadko kiedy malało. Niemalże co roku twórcy próbują nas uraczyć jakąś kolejną opowieścią o zagładzie ludzkości. Większość tego typu produkcji stawia na budowanie permanentnego poczucia zagrożenia oraz fatalistyczną wizję społeczeństwa. Są też takie filmy, które szukają innowacji i ukazują rzeczywistość z rzadko eksponowanej dotąd perspektywy. Nie otwieraj oczu jest próbą stworzenia syntezy tych dwóch podejść. Nie patrz, bo zginiesz! Fabuła nowej produkcji od Netflixa wygląda następująco. Ludzkość staje w obliczu najwyższej dla swojego gatunku próby przetrwania. Na ulicach panuje totalny chaos. Walczący o życie ludzie doświadczają tajemniczych wizji, po czym dokonują masowych samobójstw. Garstka ocalałych usiłuje ukryć się w swoich domach, gdyż każde wyjście na zewnątrz na otaczającą człowieka dookoła, przyjazną dotąd naturę, może skończyć się szaleństwem i śmiercią. Czuć zewsząd unoszącą się w powietrzu aurę nadnaturalnego zła. Jedynym sposobem na przeżycie jest izolacja i nie patrzenie w przestrzeń. Liczy się klimat Sussane Bier umiejętnie buduje i intonuje napięcie. Pozbawia ludzkość jej naturalnych właściwości, czyniąc z nich narzędzie niosące zgubę. Na każdym kroku kładzie swoim bohaterom kłody pod nogi i obserwuje jaki pod wpływem tych zmiennych, będzie efekt końcowy tego eksperymentu. Jednocześnie dzięki zastosowanej koncepcji, utrzymuje uwagę widza w oczekiwaniu na rozwikłanie tajemnicy. Decyduje się na stopniowe odsłanianie kolejnych informacji, dotyczących źródła pochodzenia zagrożenia, a rozwleczone w czasie poszczególne sceny, mają za zadanie potęgować emocje. Widać, że reżyserka odrobiła pracę domowa i solidnie przygotowała się do realizacji dzieła. Niemniej umiejętne tworzenie atmosfery niepokoju i niewiedzy niekoniecznie idzie w parze z pomysłowym prowadzeniem fabuły, gdyż w tym wypadku poruszane wątki i wprowadzone rozstrzygnięcia finałowe, jak na film, który aspiruje do miana ambitnego kina, są po prostu zbyt sztampowe i przewidywalne. Wariacja na temat Cichego miejsca? Nie trudno doszukiwać się analogii pomiędzy najnowszym filmem Susanne Bier, a wspomnianym we wstępie błyskotliwym horrorem Krasinskiego. Obie produkcje łączy ten sam koncept. W Cichym miejscu i Nie otwieraj oczu twórcy budują napięcie w oparciu o wrodzone atrybuty człowieka. W obu przypadkach zmysły walczących o przetrwanie ludzi zostają w dużej mierze ograniczone, a ich ruchy skrępowane, przez co zadanie, jakim jest przetrwanie, zdaje się być znacznie trudniejsze. Jednak zasadniczą różnicą, która w tym porównaniu działa na korzyść tego pierwszego jest ciekawie poprowadzona fabuła. W najnowszej produkcji od Netflixa, mimo otwartego wątku odnośnie źródła apokalipsy i zastosowania niedopowiedzeń, akcja gdzieniegdzie gubi sens i próbuje być podtrzymywana przez sztampowe zagrania. Tym samym nie można jednak stwierdzić, że jest to zupełnie nieudany obraz, gdyż pełna atmosfery niepokoju i niewiedzy historia absorbuje przez cały czas uwagę widza, a zjawiskowa Sandra Bullock, dzięki swoim aktorskim zdolnościom uwiarygodnia spektakl. Nadnaturalna groza H. P. Lovecrafta Dość innowacyjnym aspektem filmu Sussane Bier jest stosowanie niedopowiedzeń odnośnie źródła zagrożenia. W oparciu o szczątkowe dane reżyserka kreuje swoje dzieło. Trzeba przyznać, że zastosowana strategia działa tylko na korzyść produkcji. Szczególną sympatię fanom kina grozy zaskarbiła sobie wykreowaniem postapokaliptycznej rzeczywistości, czerpiąc pełną garścią z filozofii nadnaturalnej grozy Lovecrafta. Można ją wyczuć głównie w atmosferze niepokoju, poczucia nieokreślonego, w pełni nienazwanego zła. Takie elementy składowe obrazu sprawiają, że Nie otwieraj oczu to całkiem sugestywny thriller psychologiczny z elementami horroru, który ogląda się z dużym zaciekawieniem.

nie otwieraj oczu co to za istoty